Platforma jest gotowa i działa. Wkrótce otworzymy ją dla wybranych użytkowników. Ogólną dostępność planujemy na styczeń 2027.
Historia
Jedno zlecenie, od pierwszego formularza do gotowego pliku
Czterech geodetów zbierających dane do jednego zbioru, formularz, który może się zmienić w drugim tygodniu i jeszcze tego samego popołudnia trafić na każdy telefon, i jedno miejsce, w którym widać wynik. Najprościej wytłumaczyć to na przykładzie jednego zlecenia, krok po kroku.

Zlecenie
Czternaście tysięcy latarni, trzy tygodnie
Powiedzmy, że Twoja firma wygrała przetarg na inwentaryzację oświetlenia dla gminy. Do zapisania jest każdy słup na jej terenie: gdzie stoi, jakiego jest typu, ile ma wysokości, jaka oprawa jest na nim zamontowana, w jakim stanie są drzwiczki i wysięgnik, i co jeszcze w pobliżu warto odnotować. Cztery osoby w terenie, trzy tygodnie, a na końcu zbiór danych, który gmina wczyta wprost do własnego systemu.
Nic z tego nie jest trudne. Trudne jest wszystko wokół. Czterech geodetów na czterech różnych ulicach, każdy wypełnia to, co sam uważa za formularz. Cztery porcje pracy, które ktoś co tydzień musi scalić w jedną. I klient, który w drugim tygodniu zmieni zdanie co do formularza, kiedy cztery telefony są już w terenie i zbierają według starego.
To przykład, nie studium przypadku: tak wygląda ta praca, a nie konkretne zlecenie konkretnego klienta.
Poniedziałek rano
Jeden formularz, nie cztery
Budujesz zlecenie raz. Warstwa na słupy, druga na wszystko, co po drodze warto odnotować, i pola, o które prosiła gmina, z listami wyboru wszędzie tam, gdzie odpowiedź powinna pochodzić z zamkniętej listy: typ słupa, typ oprawy, stan. Potem je wydajesz i od tej chwili nie jest już Twoim szkicem, tylko wersją, na której pracują wszyscy.
Czterech Twoich geodetów otwiera Mapit GIS i zlecenie już na nich czeka, identyczne na każdym telefonie. Nikt nie dostał pliku e-mailem. Nikt nie pracuje na kopii sprzed miesiąca z dwoma polami dopisanymi ręcznie.
Pod spodem wydanie zamraża strukturę i nadaje jej numer, i to właśnie ten numer pozwala później złożyć pracę wszystkich z powrotem w całość.
Wtorek do piątku
W terenie
Twój geodeta idzie ulicą, stawia punkt przy każdym słupie, przechodzi przez formularz i rusza dalej. Dwieście słupów dziennie. Dzięki listom wyboru pole ze stanem ma jedną z czterech wartości, zamiast tego samego słowa zapisanego przez czterech geodetów na cztery sposoby, i to w dużej mierze decyduje o tym, czy zbiór danych będzie na końcu do czegoś użyteczny.
Zasięg na terenie gminy raz jest, raz go nie ma, i nie robi to tu żadnej różnicy: mapa i formularz są w telefonie. Telefon synchronizuje się, kiedy może.

To, co kiedyś bolało
Jeden zbiór, nie cztery
To ta część, która zwykle zjada cały piątek. Cztery osoby zebrały dane do czterech kopii zlecenia i ktoś musi złożyć z nich jeden zbiór, niczego nie gubiąc i niczego nie licząc dwa razy.
Tutaj to już zrobione. Każdy telefon wysyła to, co zebrał, i pobiera to, co zebrali pozostali, więc w piątek po południu jest jeden zbiór danych, ten sam na każdym urządzeniu. Nikt niczego nie scala ręcznie. Nikt nie pracuje na kopii sprzed czterech dni.
Dlatego też Twój geodeta widzi na własnej mapie pracę reszty zespołu. Od razu widać, które ulice są już zrobione, a to najtańszy sposób, żeby dwie osoby nie mierzyły tej samej drogi.
Przesyłane są tylko zmiany, nigdy całe zlecenie, więc synchronizacja w trzecim tygodniu kosztuje tyle samo, co pierwszego dnia.
Niewygodny przypadek
Dwie osoby, jedna latarnia
Zdarza się. Jeden geodeta zapisuje słup 4412 we wtorek i zaznacza uszkodzone drzwiczki. Drugi przechodzi tamtędy w czwartek, nie wie, że słup jest już zrobiony, i zapisuje typ oprawy, którego pierwszy nie uzupełnił.
Obie prace zostają. Każdy wypełnił inną część tego samego rekordu, więc rekord ma ostatecznie jedno i drugie. Gdyby wpisali co innego w to samo pole, jedna odpowiedź zostaje w rekordzie, a druga zostaje zachowana, a nie wyrzucona, i czeka na liście u osoby prowadzącej zlecenie. Niczyje popołudnie nie znika po cichu tylko dlatego, że ktoś inny był pierwszy.
Na tej obietnicy opiera się wszystko inne. Synchronizacja może podjąć decyzję. Nigdy nie może sprawić, że czyjaś praca zniknie.
Środa, drugi tydzień
Zmiana formularza w trakcie
Gmina pyta, czy dałoby się jeszcze zapisywać, z której szafki zasilany jest każdy słup. To ten telefon, którego nikt nie chce odebrać. Cztery telefony są w terenie ze starym formularzem, dwa tysiące słupów jest już zapisanych, a w większości zleceń jedyne uczciwe odpowiedzi to „od poniedziałku” albo „dopiszemy to potem w biurze”.
Dodajesz pole, sprawdzasz, co to zmienia, i wydajesz ponownie. To wszystko. Przy następnej synchronizacji każdy telefon pobiera nowe pole i pracuje z nim dalej, na ulicy, jeszcze tego samego popołudnia. Dwa tysiące zapisanych już słupów zachowuje wszystko, co miało, a nowe pole pozostaje puste, dopóki ktoś go nie wypełni. Niczego nie wydaje się od nowa, niczego nie zbiera się drugi raz i nikogo nie trzeba ściągać do biura.
Czego zrobić nie można, to zmienić nazwy albo znaczenia pola, którego wszyscy już używają, i to celowe. Dodawanie jest bezpieczne. Ciche przedefiniowanie czegoś, co zbiera się od tygodnia, to prosta droga do zniszczenia zbioru danych, więc produkt na to nie pozwala i podpowiada, żeby dodać nowe pole.
Wydanie niesie tylko samą zmianę, a nie nową kopię zlecenia, dlatego telefon pobierze ją w autobusie i nikt tego nawet nie zauważy.
Dowolne popołudnie
Jeden widok całego zlecenia
Osoba prowadząca zlecenie ma jedno miejsce, w które patrzy, i widzi tam samo zlecenie, a nie jego streszczenie. Nie cztery pliki w skrzynce, nie arkusz, który ktoś posklejał w czwartek, tylko słupy zapisane przez zespół, takie, jakie są.
Do tego portal pokazuje zespół: kto pracuje na której warstwie, ile każdy zebrał i kiedy który telefon ostatnio się synchronizował. Przy każdej liczbie jest godzina, o której dotarła, a wiersz bez nowych danych oznacza telefon, który jeszcze się nie zsynchronizował, a nie kogoś, kto się obija. Tablica jest zbudowana tak, żeby nigdy nie sugerować niczego innego.
I dokładnie tego potrzebujesz, kiedy dzwoni klient: jaka część gminy jest zrobiona, co i skąd wróciło, i czy odpowiedź brzmi „tak”.
Koniec zlecenia
Przekazanie
Inwentaryzacja się kończy. Zamykasz zlecenie, które od tej chwili nie przyjmuje już nowych danych, i pobierasz je jako jeden plik. To GeoPackage: otwarty format, który QGIS, ArcGIS i większość innych poważnych narzędzi otwiera bezpośrednio, z warstwami, polami i listami wyboru w komplecie. Jeden plik, nie cztery, i nie coś, co czyta wyłącznie nasze oprogramowanie.
Przekazujesz go klientowi, zachowujesz własną kopię i usuwasz zlecenie z chmury, kiedy uznasz to za stosowne. Nikomu nic nie znika z telefonu za jego plecami: kopia zostaje na telefonie i od tej pory należy wyłącznie do jego właściciela.

Na start: QGIS na komputerze
Większość tej pracy i tak w końcu trafia do QGIS, więc Mapit Cloud startuje z wtyczką: otwierasz projekt prosto z chmury na komputerze jako kopię do przeglądania i pobierasz najnowszą pracę ekipy, kiedy chcesz, bez eksportu i importu po drodze. Wtyczka jest tylko do odczytu: samą pracę wykonuje się na telefonach.
Bo ktoś zapyta
Bezpieczeństwo
Dane gminy są najpierw jej danymi, a dopiero potem naszymi. Zlecenie jest zaszyfrowane zawsze, gdy nikt nad nim nie pracuje, kluczem, który należy do Twojej organizacji i do nikogo innego, a wszystko zostaje w Unii Europejskiej.
Nikt niczego nie widzi, dopóki tego nie udostępnisz, a to ma znaczenie, kiedy ta sama firma inwentaryzuje oświetlenie dla jednej gminy i drzewa dla drugiej. I jedna rzecz, której nie będziemy udawać: nasi pracownicy z dostępem do środowiska produkcyjnego mogą dotrzeć do danych organizacji, tak jak na każdej platformie, która scala Twoje rekordy albo wyświetla Ci mapę. To, co jesteśmy Ci winni w zamian, to zapis tego, kto zaglądał, dlatego każdy dostęp pracownika do danych organizacji jest rejestrowany.
Szczerze
Gdzie jesteśmy dzisiaj
Kończymy wdrożenie i zaczynamy testy. Mapit GIS Cloud wkrótce otworzy się dla niewielkiej grupy wybranych użytkowników, a jeśli zgłosisz nam zainteresowanie, będziesz wśród pierwszych, do których się odezwiemy.
Ogólną dostępność planujemy na styczeń 2027.